Wakacje to czas wyjazdów, podróży, wycieczek. Mając ostatnio mnóstwo wolnego czasu, postanowiłem wybrać się na kilkudniowy wypad do Zakopanego. Głównym celem było przejście kilku szlaków i ponowne ujrzenie góra, gdyż dawno ich już nie widziałem i trochę się stęskniłem. Już od przyjazdu było widać, że pogoda dopisze. Pierwszy dzień spędziłem głównie na mieście, w tym niestety jakiś czas na Krupówkach. Z perspektywy czasu nie mogę uwierzyć, że kiedyś podobało mi się to ludzkie bydło, jakie można tu spotkać. Tłum jest po prostu okropny, nie da się przejść, by nie wpaść na Janosika pozującego do zdjęć, psa, który już 7lat zbiera na kiełbaskę (lub dwie), czy chłopaków zbierających na wyjazd do Czarnobyla. Tak naprawdę góry tracą tu cały swój sens, stając się jedynie komercyjnym balonem nadymanym przez miejscowych.

Drugiego dnia było już lepiej, razem z dziewczyną wybraliśmy się na szlak prowadzący z Doliny Kościeliska, przez Czerwone Wierchy, Giewont, Kondratową Dolinę, aż do Kuźnic. Szlak niezbyt trudny, ale zdobiony pięknymi widokami. Niestety, i tu jak się okazuje, dotarła komercjalizacja, co dobitnie widać po zachowaniu ludzi na Giewoncie, szczyt ten najlepiej zaliczyć dla samego zaliczenia i natychmiast zapomnieć. Swoją drogą na szczycie powinni postawić McDonald’s – umiliłby czekanie 2h w kolejce do zejścia.

Trzeciego dnia postawiliśmy już przed sobą ambitniejszy cel, zdobycie Świnicy i zejście Zawratem. Pogoda była chyba najlepsza ze wszystkich dotychczasowych dni, więc na nic nie mogliśmy narzekać, no chyba, że na cenę herbaty na Kasprowym – 7zł! Świnica nie okazała się tak trudna, jak ją malują, było wprawdzie dużo łańcuchów, ale w większości tylko dla poprawy bezpieczeństwa w wypadku np. deszczu. Niestety przez ładną pogodę tłum dopisywał i schodząc przez Zawrat na Czarny Staw Gąsienicowy praktycznie ciągle staliśmy w „korku”, gdyż przed nami dwójka dzieci z rodzicami, mocno spowolniała całą grupę znajdującą się za nimi. Do „domu” wróciliśmy dopiero po około 13h, co było spowodowane kontuzją kolana, którą złapałem poprzedniego dnia.

Ostatni dzień to tylko pakowanie się, wylegiwanie na słońcu pod stokiem i niestety powrót do szarej rzeczywistości. Ogólnie jestem zadowolony z wyjazdu, pogoda dopisała, udało się schodzić kilka szlaków i porobić trochę zdjęć. Co do tych ostatnich, było to możliwe głównie dzięki zastosowaniu filtra polaryzacyjnego – prawdziwego niezbędnika przy robieniu zdjęć górom i niebu (poprawia kontrast, rozbija „mgłę”, nadaje niebu piękną niebieską barwę). Nie udało mi się chyba tylko wypocząć, ale tego nie było nawet w planach:)