PKO

W październiku tego roku zacząłem studia uzupełniające na UŚ. Jako, że nie udało mi się póki co znaleźć żadnej konkretnej pracy, postanowiłem zatroszczyć się o swoje fundusze (i jednocześnie o swoja przyszłość) biorąc preferencyjny kredyt studencki. Po przeczytaniu kilku artykułów i zebraniu niezbędnych dokumentów udałem się do jedynej w moim mieście placówki banku mającego ten kredyt w swojej ofercie, a mianowicie banku PKO BP.

28 października około godziny 13:30 stałem przy okienku celem złożenia wniosku o kredyt studencki. Na miejscu okazało się, że niestety brakuje mi zaświadczenia o swoich dochodach z Urzędu Skarbowego. Trochę zrezygnowany (wcześniej informowano mnie, że potrzebne będzie tylko zaświadczenie o dochodzie rodziców), wychodziłem już z oddziału by udać się do Urzędu Skarbowego, zostałem przywołany przez jedną o oczekujących za mną klientek z powrotem do okienka. Tam niemiła i traktująca mnie od początku z góry kobieta, z którą rozmawiałem wcześniej zapytała czy mam już w ich banku Konto Student (wg mnie bezczelne jest nazwanie tak konta, za które w dobie internetu się płaci!). Odpowiedziałem, że nie ale posiadam 3 rachunki otwarte w dwóch innych bankach, więc nie jest to dla mnie problem. W tym momencie zaczął się cyrk, otóż pani w okienku poinformowała, że to konto jest niezbędne aby uzyskać w ich w banku kredyt! Ale dla niej to żaden problem, oczywiście da mi wniosek, w 5min go wypełnię i już od jutra będę miał kolejne konto za które zapłacę zaledwie 3zł miesięcznie i dodatkowo za przelew raty kredytu potrącą mi tylko 0.5% kwoty transakcji. Dodatkowo jeśli zrobię to do piątku, to przez pół roku za prowadzenie rachunku nie zapłacę ani grosza.

Sprawa wydała mi się dziwna, gdyż z wcześniejszych informacji wiadome mi było, że konto potrzebne nie jest. Jako, że do piątku jeszcze dużo czasu postanowiłem się wstrzymać i zbadać sprawę w domu. Szybko wyguglałem artykuł, w którym czarno na białym jest napisane: nie ma wymogu posiadania konta w banku w którym student ubiega się o preferencyjny kredyt studencki”. W tym momencie byłem już trochę podburzony, pierwszym co mi przyszło do głowy to myśl, że miałem paść ofiara nieuczciwej pracownicy, która chciała zaskarbić sobie prowizję za wciśnięcie konta biednemu studencinie i mały (ale jakże znaczący!) punkcik w rywalizacji o nagrodę pracownika miesiąca. „Sprawdzę to, a co mi tam!”- pomyślałem wybierając (32) 295 80 00- numer Placówki Banku PKO BP. W Dąbrowie Górniczej przy al. Piłsudskiego 29. Już po chwili zostałem połączony z Panią Ewą Ch. (być może Ewą H.) specjalistką od kredytów. Postanowiłem się nie dekonspirować i udając laika zacząłem zadawać pytania odnośnie interesującego mnie kredytu po uzyskaniu wszelakich informacji (poprawnych!), poruszyłem temat konta. Tu kolejny ZONK! Pani Ewa informuje, że konto jest konieczne inaczej kredytu nie dostanę, bo „nie będą mieli mi gdzie przelewać gotówki”. „Nie ze mną te numery Bruner!” pomyślałem zrywając z siebie maskę niewinnego studenciny. Wyrecytowałem, że według moich informacji: „miesięczna rata kredytu, po potrąceniu prowizji, przekazywana jest przelewem na rachunek bankowy wskazany przez kredytobiorcę”, i nie ma tu mowy że musi to być rachunek w banku kredytodawcy. Panie Ewa nie dała się zbić z tropu, zapytała w jakim banku mam konto. Udzielać odpowiedzi nie musiałem, mimo to wspaniałomyślnie poinformowałem, że jest to ING i mBank, na co słyszałem odpowiedź: „To niech pan idzie to tych banków z prośbą o kredyt. Konta otwierać to wszyscy by chcieli, a zajmować się kredytem, z którego bank nic nie ma to ma komu”. Słowa te wydały mi się co najmniej niestosowne, jednak dalej nie były odpowiedzią na moje pytanie, ponowiłem więc je. Po krótkiej utarczce słownej Panie Ewa wreszcie wyjąkała odpowiedź, że konto nie jest niezbędne, ale sugestia ma być taka by je założyć i tak nakazuje kierowniczka. Chciałem kontynuować rozmowę lecz moja rozmówczyni rzuciła słuchawką. Niepocieszony zadzwoniłem tam jeszcze raz poprosić o imię i nazwisko (Pani Ewy), które podczas pierwszej rozmowy mi uciekło.

Sprawa skończyła się skargą na wspomnianą Panią Ewę Ch., bliżej niezidentyfikowana pracownice przy okienku i kierowniczkę Pani Ewy, o rezultacie zostanę poinformowany droga mailową i oczywiście dopilnuję aby treść tego maila się tu pojawiła. Może ktoś mi zarzucić upierdliwość, bądź że robię z igły (a dokładniej 3zł/mies) widły. Jednak moim zdaniem rzetelna informacja jest podstawą przy podpisywaniu umów i to nie tylko o kredyty. Jeśli ktoś chce z niej zrezygnować to już jego prawo, ja pozwoliłem sobie z niego nie korzystać.

ps. bo tak w ogóle, to po co mi 4 konto :)

EDIT:

Finał tej historii znajdziesz tu.